Prawdziwa historia Cesarskiego Cięcia

Prawdziwa historia Cesarskiego Cięcia

Małe co nieco z historii cesarskiego cięcia

Cesarskie cięcie –  to, jak się okazuje, jedna z najstarszych operacji medycznych.  Próbując zgłębiać jego historię, napotkamy na wiele zadziwiających informacji. O narodzinach przez przecięcie brzucha mówią mity, legendy i starożytne przekazy. Co ciekawe, o motywach przeprowadzania cięcia brzusznego u ciężarnych kobiet  decydowały nie tylko postęp ówczesnej medycyny, lecz również nakazy religijne i kodeksy prawne.

„Cięli” już w starożytności

To operacja znana już tysiące lat przed naszą erą. Jej opisy znaleźć można w egipskim „papirusie ginekologicznym” z Kahun sprzed około 2000 lat p.n.e. oraz w papirusie Ebersa z XVI wieku p.n.e. Przeczytamy o niej także w Babilońskim Kodeksie Hammurabiego z XVIII w. p.n.e, w starożytnym hinduskim kompendium wiedzy lekarza Susruty z VI w. p.n.e. i w tekstach rabinicznych Miszna, opartych na Torze (II w. p.n.e.- IV w. n.e)[1].

Starożytni Grecy wierzyli, że dzięki metodzie cięcia brzusznego miał przyjść na świat Asklepios (in. Eskulap), bóg-lekarz, wydobyty z łona zmarłej matki nimfy Koronis przez swego ojca Apollina.

Znali i stosowali ją starożytni Rzymianie, którzy już 600 lat p.n.e. posługiwali się prawem lex Regia– zabraniającym grzebania ciała zmarłej ciężarnej kobiety bez uprzedniego wyjęcia dziecka z jej łona.

Także w starożytnych Indiach, jeśli kobieta zmarła przed porodem  – i zanim poddano ją kremacji –   przecinano jej brzuch, aby wyjąć dziecko. Zgodnie z obyczajem nie mogła zostać spalona z martwym dzieckiem w brzuchu (obowiązujące prawo zabraniało kremowania zwłok dzieci przed ukończeniem 2. roku życia). Dzięki tak surowemu prawu nieraz uratowano dziecku życie.

Ówczesne prawo, obyczaje, religia i wiedza medyczna sprawiały, że cesarskiego cięcia dokonywano właściwie tylko na zmarłych matkach. Choć  czasem miejscowe prawo zezwalało, aby zabieg ten wykonać również u kobiet żyjących.  Na przykład w starożytnych Indiach można było przeprowadzić cięcie u żywej kobiety, ale tylko za zgodą i w obecności męża lub ojca ciężarnej. W starożytnym Rzymie natomiast na mocy prawa lex Regia – późniejszego lex Caesarea – dopuszczano do takiego zabiegu, ale tylko w krańcowych sytuacjach i tylko przed ukończeniem dziesiątego miesiąca ciąży.

Średniowieczne ciemności…

Zabiegi chirurgiczne w średniowieczu były zwykle bardzo drastyczne, a mało skuteczne. A cesarskie cięcie? Jeśli już je wykonywano, to na matkach, które nie dożywały rozwiązania. Czyniono tak ze względów religijnych i obyczajowych, ale również coraz częściej z pragnienia ratowania dziecka.

Już w starożytności wiedziano, że nienarodzone dziecko może przeżyć śmierć matki. Na przykład Talmud nakazywał wydobywanie dziecka z łona zmarłych kobiet nawet w szabat. Prawdopodobnie było to następstwem obserwacji zwierząt ofiarnych, których płody przeżywały mimo śmierci matki.

Średniowieczna medycyna rozwijała tę myśl, skupiając się na ratowaniu dziecka nienarodzonego. W roku 1305 profesor z Uniwersytetu w Montpellier Bernard de Gordon dowodził w swym traktacie, że jeśli usta zmarłej pozostają otwarte, dziecko może żyć w łonie matki  nawet do 24 godzin od chwili jej zgonu.  Dlatego zalecał, aby jak najszybciej je z łona wyciągnąć. Kilkadziesiąt lat później podobne poglądy ogłosił inny wybitny francuski lekarz  – Guy de Chauliac.

W XIII w. zagadnieniami tymi zajmował się również na swych synodach Kościół. Ostatecznie Kościół, którego głos w średniowiecznej Europie był nie bez znaczenia, wydał zalecenie, aby wyciągać dziecko z brzucha matki i jak najszybciej je ochrzcić.

I tu ciekawostka. Jedno z najsłynniejszych, wykonanych pośmiertnie cięć cesarskich odbyło się na polskim dworze królewskim. Anna Habsburżanka, pierwsza żona Zygmunta III Wazy, zmarła na skutek „zatrucia ciążowego” podczas piątej ciąży (10 lutego 1598 roku). Po stwierdzeniu zgonu włoski lekarz Jan Chrzciciel Gemma rozciął brzuch zmarłej i wydobył żywego chłopca, który jednak zmarł po 30 minutach.

..i światełko w tunelu

Z czasem przybywało cesarskich cięć wykonywanych u żyjących kobiet. Pragnieniu ratowania życia  – tak matki, jak i dziecka – sprzyjał rozwój medycyny, a przede wszystkim wzrost znajomości anatomii, lokalizacji organów i ważnych dla życia naczyń krwionośnych.

I choć trudno z postępem medycznym wiązać przekaz z kronik szwajcarskich o trzebicielu świń, który w 1500 roku w ten sposób pomógł swej rodzącej żonie, to jednak to Jakub Nufer zapisał się w annałach medycznych jako jeden z pierwszych wykonawców cięcia cesarskiego na żywej kobiecie.

Natomiast za pierwsze rzetelnie udokumentowane cesarskie cięcie – ratujące kobietę i dziecko – uznaje się zabieg przeprowadzony w Wittenberdze w 1610 roku przez chirurga Jeremiasza Trautmanna.

Pod koniec XVI wieku nadworny lekarz księcia Sabaudii Francois Rousset  wydał podręcznik na temat cesarskich cięć wykonywa­nych u żyjących kobiet. I choć prawdopodobnie sam autor nigdy nie wykonał takiej operacji, to jego podręcznik był jedynym w tej dziedzinie przez następnych 200 lat. Rousset opisał w nim techniki chirurgiczne, jak również zawarł informacje o wskazaniach do wykonania operacji (np.: ciąża bliźniacza, nadmierna wielkość płodu lub jego nieprawidłowe ułożenie, zbyt niski lub zbyt wysoki wiek matki oraz nieprawidłowa budowa dróg rodnych).

Niech żyje wiek XIX i postęp medycyny!

Mimo coraz częstszych prób rozwiązywania trudnych porodów przez cesarskie cięcie, właściwie aż do wieku XIX większość rodzących w ten sposób nie przeżywała zabiegu, albo umierała w połogu.

I tak na przykład – zgodnie z relacją jednego z ówczesnych położników – na 24 operacje przeprowadzone  w Paryżu w pierwszej połowie XVII wieku, wszystkie zakończyły się śmiercią matki. W latach 1738-1849  umieralność kobiet poddanych cesarce w Anglii i Irlandii wynosiła ponad 70%, a w krajach Europy Północnej  – 95%. Kobiety umierały głównie na zapalenie otrzewnej lub wykrwawiały się[2].

Powodem był oczywiście brak aseptyki i antyseptyki w szpitalach, do których z czasem przeniesione zostało wykonywanie cesarskiego cięcia. Wcześniej – wszystkie porody – także i te skomplikowane odbierane były w domach, a kobietę niejednokrotnie po prostu cięto na kuchennym stole. Kolejnym powodem niepowodzeń była niewłaściwa technika operacyjna. Po wyciągnięciu dziecka zszywano tylko przecięte powłoki brzuszne. Nie zszywano krwawiącej macicy, ponieważ uważano, że mięsień sam się zrasta w czasie obkurczania.

Sytuacja kobiet rodzących przez cesarskie cięcie zaczęła poprawiać się w drugiej połowie XIX wieku. Nastąpiło to wraz z rozwojem technik operacyjnych i ogólnym rozwojem medycyny oraz wprowadzeniem do szpitali różnych metod zwalczania infekcji wywoływanych przez zarazki.

W tym czasie doszło też do przełomowych operacji, które znacznie zmniejszyły śmiertelność wśród kobiet po cesarskim cięciu. Najpierw w roku 1876 włoski położnik Eduardo Porro wprowadził cięcie połączone z amputacją trzonu macicy (szanse matki na przeżycie wzrastały do 60%). Pięć lat później – powstał nowy pomysł na cesarskie cięcie – Ferdynand Kehrer, jako pierwszy zaproponował przeniesienie cięcia ściany macicy z trzonu do jej dolnego odcinka. Wcześniej powszechnie stosowaną techniką było cięcie cesarskie klasyczne, polegające na podłużnym nacięciu przedniej ściany macicy.

 

I to właśnie nowatorski pomysł Kehrera przetrwał do naszych czasów i jest dziś powszechnie stosowaną i rozwijaną metodą cięcia.

[1] Podstawowym źródłem informacji przy tworzeniu tego tekstu był artykuł: Zarys historii cięcia cesarskiego – od starożytności do końca XVII wieku, A. Torbé i wsp., Przegląd Lekarski 2017 / 74 / 1

 

[2] Korzystałam też z artykułu: Od mitologii do współczesności – z hi­storii cięcia cesarskiego., R. Nowacki, Perinatologia, Neonatologia i Ginekologia. 2008

 

 

Close Menu
×

Koszyk